Śladami dzielnego wojaka Szwejka 

Do Forst dojeżdżamy samochodem w sobotę wcześnie rano. Po godzinie 7 jesteśmy już na peronie w oczekiwaniu na pociąg do Cottbus, gdzie mamy pierwszą przesiadkę.Poranek słoneczny i już w powietrzu czujemy zbliżającą się przygodę. W pociągu kupujemy u konduktorki bilet Wohenende ticket, dokupujemy 2 bilety na rowery.

Trasa wyprawy

Dzień 1     Zielona Góra – Forst (samochód)   Forst – Selb (pociąg)     Selb -Podhori 25km

Do Forst dojeżdżamy samochodem w sobotę wcześnie rano. Po godzinie 7 jesteśmy już na peronie w oczekiwaniu na pociąg do Cottbus, gdzie mamy pierwszą przesiadkę.Poranek słoneczny i już w powietrzu czujemy zbliżającą się przygodę. W pociągu kupujemy u konduktorki bilet Wohenende ticket, dokupujemy 2 bilety na rowery. Przy Pani konduktor Krzysiu wpisuje nazwisko na bilecie (wpisanie nazwiska na bilecie jest obowiązkowe). Po kilku bezproblemowych przesiadkach naszą podróż koleją kończymy w Selb. Z tego miejsca kierujemy się na leśne przejście graniczne. Tuż przy granicy napotykamy na festyn jeszcze po stronie niemieckiej.My szutrową ścieżką jedziemy przez las nieco pod górkę aby zjechać już po drugiej stronie granicy w Czechach. Jedziemy ścieżką nr2063 ICG przez Prirodni Park Smrciny.Gdy dojeżdżamy nad jezioro Skalka w malutkiej mieścince Podhori zjeżdżamy na oznaczony drogowskazem camping. Decydujemy się na spanie w blaszanym kontenerze – takim niby domku. Warunki…hm…dość ubogie-ale pod dachem a to najważniejsze. Po wieczornej toalecie idziemy na czeskie piwo do baru. Czujemy się jak za dawnych czasów. Kilkoro gości pali papierosy, dym w powietrzu, piwo się leje.

Dzień 2  Podhori – schronisko …chyba w miejscowości Broumov

Poranek słoneczny i znacznie cieplejszy niż dzien poprzedni. Gdy tylko opuszczamy camping, po przejechaniu dosłownie 2 km Krzysiu łapie gumę-jak zwykle w tylnym kole. Z tego wszystkiego psuje się jeszcze pogoda. Pochmurno ale nie pada. Jedziemy pięknymi ścieżkami. Wzdłuż pół rzepakowych, gęstych ciemnych lasów, łąk i ogromnych polan. Robi się chłodno i ubieramy się trochę cieplej. Na długie rowerówki nakładam krótkie. Kaptur z polaru na głowę i mogę jechać dalej. Nasza trasa wiedzie tuż przy granicy z Niemcami. Po godzinie 18 natrafiamy na schronisko w maleńkiej miejscowości. Pogoda nie sprzyja dalszej jeździe więc zostajemy tu na nocleg. Rowery wprowadzamy do pokoju. Próbuję włączyć ogrzewanie ale urządzenie grzewcze z lat 50-tych niestety -zawodzi. Pijemy gorącą herbatę ,jemy sutą kolację i po gorącym natrysku wskakujemy do łóżeczka.

Dzień 3  Broumov? – Capartice

Poranek pochmurny, ale nie pada, tyle dobrego. Nie spiesząc się spokojnie jemy śniadanie. Ubieramy kurtki i w drogę. Jedziemy przez Cesky Les ścieżką rowerową nr 36.Jadę pierwsza a Krzysiu za mną. W pewnej chwili słyszę krzyk Krzysia  – Dźiiiip (tak wtedy zrozumiałam). Zjeżdżam na bok szosy aby nie przeszkadzać „terenówce”. A Krzyś znowu krzyczy – dźiiiip. W pewnym momencie przede mną w poprzek drogi przebiega ogromny – dzik. Jak szybko wbiegł tak i szybko pomknął dalej przez łąkę. Ale się naśmialiśmi z tego „dźipa”.  My Po kilku kilometrach jesteśmy w Tachov. Jedziemy przez rynek. Zatrzymujemy się przed sklepem spożywczym. Krzysiu idzie na zakupy ja zostaję przy rowerach. Pierwsze zakupy. Pomidorki, świeże pieczywo, piwko czeskie. Jedziemy dalej ale pogoda wciąż się pogarsza. W pewnej chwili zaczyna mżyć. Widząc ławeczkę z daszkiem i stolikiem na środku wioski, zostajemy na przerwę „kawową”.Gdy tylko stajemy zaczyna padać.  I pada coraz mocniej. Kawę wypiliśmy, ciastka zjedliśmy a tu pada.

Cóż-jedziemy dalej. Nakładamy stroje przeciwdeszczowe, foliówki na adidasy i w drogę. Jedziemy wciąż pięknymi terenami „Ceskiego Lasu” aczkolwiek przy niesprzyjającej aurze.Gdy dojeżdżamy do miejscowości Liskova – tuż przy samej granicy z Niemcami, postanawiamy zjechać na stronę niemiecką i zobaczyć ile kosztuje nocleg w najbliższym pensionie. Kierujemy się główną drogą do Waldmunchen. Pytamy w pierwszym pensjonacie o noclegi po usłyszeniu ceny, robimy w tył zwrot i wracamy na stronę czeską. Robi się dość późno a ciemne chmury pogłębiają zmrok. Włączamy światła tylne czerwone migające i jedziemy drogą nr 189 przez kilka kilometrów, wypatrując kolejnej miejscowości,gdyż jesteśmy poza mapą. Gdy docieramy do pierwszego przy drodze pensjonatu-zostajemy na noc. Cieszymy się jak dzieci z ciepłego natrysku. Po przebraniu się schodzimy na dół do restauracji na pyszną obiadokolację i regionalne piwo. Noc cudowna, w czyściutkiej świeżej pościeli i ciepełku (grzejniki grzały jak w środku zimy).

Dzień 4  Capartice – Spicak

Niestety kolejny dzień pochmurny, ale nie pada. Schodzimy na śniadanie do restauracji. Gorące paróweczki, świeże pieczywo,pomidorek, potem dobra kawa i po śniadaniu. Idziemy po rowery zamknięte na noc w pomieszczeniu gospodarczym. Pakujemy się już na dworze. Obsługa przygląda się jak to tyle sakw można zapakować na rower. Dzień zaczynamy długim zjazdem. Ale jak to w Czechach raz z górki a raz pod nią i tak na okrągło. Jedziemy Szumawską magistralą. Zaczynają się gęste bory i lasy Szumawy. Szkoda, że pogoda nam nie dopisuje. Z pewnością te tereny swoje piękno oddają przy słonecznej aurze. Zaczyna mocno padać deszcz i robi się naprawdę zimno. Przebieramy się najcieplej. Krzysiu niczym ufoludek zielony od stóp aż do głowy. Gdy już jest naprawdę mokro i dość chłodno a jest możliwość zostania na ciepły nocleg w pensjonacie w miejscowości turystycznej Spicak , bez namysłu zostajemy. W budynku dużo młodzieży szkolnej, ale nam udaje się dostać pokój w odrębnym skrzydle budynku. Pokoik cieplutki i miękkie duże wygodne łózko. Idziemy na kolację. Kuchnia proponuje tylko jedną potrawę, która została zamówiona przez wycieczkę szkolną – knedliki z sosem truskawkowym i bitą śmietaną. Zamawiamy. Noc rewelacyjna. Ciepło,sucho cicho,wygodnie-czego chcieć więcej?

Dzień 5  Spicak – Straźny

Poranek pochmurny ale na pocieszenie – nie pada. Dziś pokonujemy lasy Szumawy. Gęste, czasami ciemne, okraszone źródełkami i potoczkami. Z pewnością przy słonecznej pogodzie te tereny nabrałyby innego klimatu, gdyż swą bujną roślinnością zaskakują nas za każdym zakrętem i podjazdem. Dzień mija pod znakiem eksploracji dzikich leśnych terenów. Na posiłek zatrzymujemy się na jednym z punktów do odpoczynku przed wejściem na teren Szumawskiego parku. Gotujemy zupkę z makaronem – taki nasz szlagierowy posiłek i na deser kisiel z torebki. Potem kilka kostek czekolady ,brzoskwinia i w drogę. Pod wieczór rozglądamy się za spaniem w pensjonacie. Zatrzymujemy się …gdzieś…w górach przy pensjonacie, z którego wyraźnie słychać a nawet widać dużą grupę młodzieży szkolnej. Postanawiamy zapytać o pokój. Krzysiu idzie zapytać a ja czekam przy rowerach.

Po chwili wraca z dziwną miną. Otóż….sprawdza się powiedzenie z czeskiego filmu – „nikto nie je w domu” czytaj- drzwi pozamykane na głucho, ludzie są w środku ale udają,że nic nie słyszą. Dziwna sytuacja. Krzysiu wraca i dosłownie wali do drzwi….i dalej….nic. Ruszamy dalej. Po kilku kilometrach w końcu znajdujemy gospodę czeską. Krzysiu idzie zapytać o jakiś nocleg. Po chwili przychodzi i mówi – mamy pokój. Rowery zostawiamy w piwnicy a my z tobołami gramolimy się na ostatnie piętro domu. Przytulny pokój z kącikiem kuchennym. Obok ładna łazienka. Wszystko po remoncie, czyściutko i ciepło. Robimy sobie królewską kolację.

Dzień 6    Straźny – Zielona Góra

W końcu poranek przywitał nas błękitem nieba. Nie zwlekając jak najszybciej jemy śniadanie i  w drogę. Kierujemy się na Ceskie Zleby.Trasą rowerową nr 33 dojężdżamy do miejscowości Stożec. Od tego miejsca zaczyna się przepiękna ścieżka rowerowa Szumawska magistrala.  Spotykamy wielu rowerzystów. Droga przecina leśne tereny. Co pewien czas przeciamy tory kolejowe, które wciąż nam towarzyszą oraz rzekę Studena Veltava. Polecam każdemu rowerzyście przejechanie tej trasy. Do miejscowości Nova Pec można upajać się jazdą po super nawierzchni jednocześnie podziwiając cudowne tereny szumawskiego parku. W miejscowości Nova Pec kierujemy się na drugą stronę przez most do miejscowości Bela a następnie na Horni Plana. Stąd przycisnęliśmy mocniej na pedały i do godziny 20 dojeżdżamy do Ceskego Krumlova. Niestety na połaczenie czeakć musimy około godziny a potem kolejne przesiadki w Ceskych Budejovicach, Pradze a następnie w Kolinie.Najdłużej czekamy w Kolinie.

Mamy przed sobą 4 godziny nocne w oczekiwaniu na kolejny pociąg. Jedziemy zwiedzić miasto. W mieście napotykamy  podejrzane grupy młodzieży albo podpitych ludzi z dyskoteki. Przejeżdżamy przez centrum starego miasta, zwiedzamy rynek i wracamy na dworzec kolejowy. W oczekiwaniu na pociąg naprzemiennie pijemy czekoladę i kawę z automatu. Gdy dojeżdżamy po kolejnych dwóch przesiadkach o 9 rano do Hradka nad Nysą wsiadamy znowu na rowery i ścieżką wzdłuż Nysy Łużyckiej pędzimy do Zgorzelca skąd pociągiem docieramy do Węglinca. Tu spotyka nas niespodzianka, zamiast pociągu do Zielonej Góry podstawiają nam autokar. Jak śledzie stłoczeni jedziemy do domu. Po raz pierwszy w życiu jechaliśmy takim tempem po takich dziurach. Siedząc na tylnych siedzeniach fruwaliśmy niemalże pod sam dach. Tak oto po ciężkich perypetiach zakończyliśmy naszą kolejną wyprawę.

Najciekawsze zdjęcia z wypraw w dziale TOP FOTO – ZAPRASZAMY