Lajtowo – weekendowo – tak …po czesku 

Jest środa godzina 16 jak odjeżdżamy z Zielonej pociągiem na 4 dni kręcenia kółkiem. Upał. W Węglińcu bardzo szybka przesiadka na pociąg do Lubania Śląskiego.Dojazd pod zamek Czocha pod górkę.

Mapa wyprawy

Dzień 1  Zielona Góra – Lubań Śląski (pociąg) – Leśna (Zamek Czocha)rower – 17 km

Jest środa godzina 16 jak odjeżdżamy z Zielonej pociągiem na 4 dni kręcenia kółkiem. Upał. W Węglińcu bardzo szybka przesiadka na pociąg do Lubania Śląskiego.Dojazd pod zamek Czocha pod górkę. Kilka fotek przy zamku i udajemy się na przystań żeglarską „Izery” nad jeziorem Leśniańskim. Urocze miejsce z widokiem wprost na zamek. Jako jedyni jesteśmy tu pod namiotem. Kilku facetów z przystani powoli przygotowuje ośrodek do rozpoczęcia sezonu. Jest pogodny i ciepły wieczór. Kolacja na kocu i o 22 kładziemy się spać. Noc cicha, ciepła i spokojna. Śpimy jak susły.

Dzień 2  Leśna – Harrahov – 60 km
Budzi nas piękny słoneczny ranek. Śniadanko nad wodą  smakuje inaczej niż w domu. Zapowiada się upalny dzień. Jedziemy przez piękne tereny. Ścieżka prowadzi przez Giebułtówek z punktem widokowym na skałce. Do Świeradowa praktycznie jedziemy lekko z górki. Dopiero podjazdy zaczynają się za granicą po czeskiej stronie. W Lazniach Libverda zatrzymujemy się na obiad. Miejscowość typowo sanatoryjna. Przy stolikach wyłącznie niemieccy emeryci. Ośrodek przygotowany typowo w stylu niemieckim. Pijalnia wód z wodą o zapachu zgniłych jaj. Jemy obiadek ukradkiem zerkając na ciemne chmury kłębiące się nad górami. Zatrzymuje się przy nas rowerzysta z Łodzi. Samotnie jeździ na kilkudniowe wycieczki. Właśnie wraca do Szklarskiej Poręby, z której wyjechał. Nocuje w pensjonacie. Od tego miejsca mamy już tylko cały czas pod górę aż na przełęcz pod górą Jizera (1122m n.p.m). Jest duszno i parno.  Długo dłubiemy się na szczyt . Po wjeździe okazuje się, że  niema  zjazdu na jaki liczyliśmy. Jedziemy  płaskowyżem. Mijamy sporo Czechów jeżdżących na rolkach wzdłuż zbiornika wodnego Sous. Trzeba przyznać, że Czesi mają drogi o bardzo dobrej nawierzchni. Asfalt równiutki aż miło. Pod koniec płaskowyżu ostry zjazd do krzyżówki z drogą Harrahov – Tanvald. Jedziemy w stronę granicy. Cały czas długo pod górkę. Dopiero w Tesarov droga się wypłaszcza. Za nami ciężkie chmury burzowe. Co chwilę widać na niebie błyskawice. U nas słońce. Zjeżdżamy długą drogą do Harrahova. Cudnie. Wiatr milutko owiewa nasze twarze.  Na campingu stawiamy namiot obok rowerzystów z Torunia. Jadą na wyprawę 8 dniową . Wymieniamy się doświadczeniami. Kąpiel, piwko w knajpie na campingu i spanko.

Dzień 3  Harrahov – Modrzewie – 58 km
Budzi mnie śpiew ptaków. Na zegarku 3.25. Właściwie to jestem wyspana, jednak postanawiam jeszcze poleżeć. Wstajemy o 5.15. Zwijamy namiot i o 6 wyjeżdżamy z kempingu. Po raz kolejny będąc w Czechach nie mamy możliwości zapłacenia za nocleg. No i bardzo dobrze Powiedzenie „.Kto rano wstaje temu Pan Bóg daje”  sprawdza się w 100%. Pogoda piękna. Przed granicą w Jakuszycach robimy postój w lesie na śniadanko. Mamy dziś dużo czasu aby do wieczora dotrzeć do Modrzewi koło Wlenia. Umówieni jesteśmy ze znajomymi, którzy dotrą tam również na nocleg wracając z wycieczki z gór. Przed Szklarską zjeżdżamy na boczną leśną drogę i  robimy sobie w cudnym miejscu postój na kawę. Siedzimy nad szumiącym potokiem  na świeżej zielonej trawie. Wszędzie zapach igliwia i żywicy. Szklarską Porębę mijamy szybko, gdyż cały czas jest lekko z górki. Dopiero w Jeleniej Górze zatrzymujemy się aby zjeść truskawki i zrobić zakupy w Lidlu. Jadąc nową ścieżką rowerową docieramy do Perły Zachodu w Siedlęcinie. Piękne miejsce. W Modrzewiach jesteśmy koło 14.00. Jest bardzo wcześnie. Robimy obiad przed domem Czarka  ( znajomy u którego zawsze w drodze powrotnej zatrzymujemy się na nocleg ) Niema go w domu więc wylegujemy się na trawie aż do przyjazdu znajomych i Czarka. Wieczór spędzamy bardzo przyjemnie siedząc i pijąc piwko. Śpimy w przyczepie.

Dzień 4 – Modrzewie – Krzywczyce – 89km
I znów kolejny słoneczny dzień przed nami. Znajomi zabrali do samochodu nasze bagaże więc po śniadaniu możemy na ?pusto? wracać szybkim tempem na nasze Rancho w Krzywczycach. Jedziemy równym tempem. W 3 i pół godziny docieramy na miejsce pokonując 86 km. Jesteśmy pierwsi przed naszymi znajomymi, którzy do nas dojechali . I znowu spędzamy miły wieczór przy piwku i kiełbasce z ogniska.

Dzień 5- Krzywczyce – Zielona Góra – 65 km
Błogo się śpi gdy cisza i spokój wokoło. Tak właśnie jest tu w tym zaczarowanym miejscu. Do Zielonej Góry doginamy  w 2 i pół godziny. Kończy się ten wyjazd a już w planach niedługo następny, tym razem Słowacja.  Już niedługo…

Najciekawsze zdjęcia z wypraw w dziale TOP FOTO – ZAPRASZAMY