Informacje praktyczne

Wyprawy rowerowe które sobie organizujemy, staramy się tak zaplanować aby w ich trakcie czas przeznaczyć nie tylko na samą jazdę rowerem ale też na odwiedzenie ciekawych miejsc lub skorzystanie np. z kąpieli w pięknym miejscu. Naszym założeniem nie jest zrobienie jak największej ilości kilometrów lecz na przyjemnym spędzeniem urlopu. Tak też planujemy nasze wyjazdy.Korzystamy z informacji i doświadczenia innych osób. Czytamy relacje innych podróżników. Sprawdzamy mapy i przeszukujemy zasoby internetu aby będąc w trasie zobaczyć interesujące miejsca oraz sprawnie poruszać się po terenie. Przez to, że nasze wyprawy przebiegały podczas zmieniającej się pogody i w różnych warunkach, wypracowaliśmy metody jak sobie radzić np. z biwakowaniem na dziko, porozumiewaniem w innych krajach, co należy zabrać ze sobą a przede wszystkim - ta ciągła walka z deszczem...Oczywiście każdy ma własne najlepsze dla siebie wypracowane sposoby i bardzo dobrze, jednak pozwolę sobie napisać w tym miejscu kilka sprawdzonych przez nas metod. Jeżeli komuś się te rady przydadzą będzie nam bardzo miło.

FOTO-PIERNICZEK Z ROWEREM

Rowery

Sześć lat temu kupiliśmy rowery trekkingowe, które służą nam do dzisiaj. Rowery kupiliśmy markowe (Geant i Moongose), z oprzyrządowaniem, które jest w pełni wystarczające na takiego typu wyjazdy (Shimano Alivio, Shimano Acera). Tylne koła posiadają wzmocnioną obręcz. Również bagażniki na sakwy przednie i tylne muszą być dobrej jakości, wytrzymałe. Przed każdym sezonem tj. pod koniec kwietnia lub w maju dokonujemy porządnego przeglądu rowerów w zaprzyjaźnionym serwisie. I to praktycznie wystarcza aby wyruszyć na dwutygodniową wyprawę rowerową po drogach asfaltowych lub szutrowych. W podróż zabieramy ze sobą tylko podstawowe części rowerowe (dętki, klocki, opona, spinki do łańcucha, szprychy) i klucze. Przyznam szczerze, że w trakcie wypraw zmieniamy tylko przebite dętki lub "zjechane" klocki hamulcowe. Raz zepsuł się wielotryb, ale z pomocą dobrych ludzi kupiliśmy i dokonaliśmy jego wymiany (a była niedziela). W jednym przypadku musieliśmy szukać sklepu, ponieważ przetarła się opona i dalsza jazda była niemożliwa. Od tej pory wozimy jedną zapasową składaną oponę. Jak do tej pory podróżowaliśmy po krajach gdzie części rowerowe i serwisy były dostępne, w związku z tym nie było konieczności wożenia ze sobą połowy zapasowego roweru w częściach. Z pewnością w przypadku wyjazdu do krajów mniej ucywilizowanych, nasze części zapasowe zostałyby uzupełnione.

Koszty

Koszty wyprawy organizowanej przez samego siebie są dużo niższe od kosztów wypraw organizowanych. W przeciwieństwie do wykupionej wycieczki gdzie o nic nie musimy się martwić, zorganizowanie wyjazdu na wyprawę rowerową wymaga wielu przygotowań z naszej strony. Głównym kosztem jest dojazd do miejsca startu. Dotyczy to głównie dalszych dojazdów, których nie można w żaden sposób ominąć (np.prom) Można go jedynie zminimalizować kupując dużo wcześniej bilety (nawet pół roku) w cenach promocyjnych, które często są kilkakrotnie tańsze. Koszt kolejnych pokonanych kilometrów można jedynie przeliczyć na ilość litrów potu, która jest tym większa im większe odległości i przewyższenia pokonujemy. Następnym składnikiem kosztu wyprawy jest cena noclegów. Z uwagi na wybieranie przez nas miejsc z reguły najtańszych też nie jest to wygórowana kwota. W Czechach na Słowacji czy Rumunii często spaliśmy po prostu bez kosztowo. Ale coś za coś.Nie każdemu odpowiada umycie się w 2 litrach wody lub opłukanie w zimnym strumieniu. Stąd miejsca naszych noclegów przeplatane są ze spaniem na campingach (jakże wtedy można docenić ciepły natrysk). Czasem nocowaliśmy w Czechach w pensjonatach z uwagi na niski koszt. Spanie w gościnie na terenie należącym do gospodarza często równa się też z brakiem gruntownej toalety. W takich wypadkach musi nam wystarczyć taki zapas wody jaki przy sobie posiadamy. Zawsze staramy się mieć przy sobie nadmiar ok 2 litrów wody co pozwala przy oszczędnym gospodarowaniu na mały "butelkowy natrysk" (okazuje się, że aby się umyć w warunkach domowych zużywamy więcej wody niż w rzeczywistości potrzebujemy). Dzięki wyprawom i konfrontacji z warunkami polowymi można na wiele rzeczy spojrzeć z innego punktu widzenia. Z jaką radością wracamy do domu w którym możemy wyspać się w wygodnym łóżku a którego na co dzień tak nie doceniamy. Pozostałe składowe kosztu wyprawy to przede wszystkim wyżywienie. Staramy się zabierać z domu trochę suchego prowiantu (zupki typu chińskiego, kisielki i budynie słodkie kubki, zupki w proszku, pieczywo Wasa,kawa, herbata,konserwy , sery pakowane próżniowo,kabanosy). Uzależnione jest to też krajem do jakiego się udajemy.Ceny w takich krajach jak Czechy, Słowacja, Austria są zbliżone do cen żywności w Polsce. Zakupy robimy w sklepach z reguły sieciowych, więc i tańszych. Ceny żywności w Norwegii i na Korsyce były znacznie wyższe niż w Polsce jednak można było również i tam wybierać odpowiednie produkty. Będąc w Czechach i na Słowacji zdarzało nam się korzystać z przydrożnych restauracji czy barów, w których ceny były często niższe niż u nas. Na Korsyce spróbowaliśmy również jeden raz pizzy w przydrożnej pizzerii. Reasumując, dzięki racjonalnemu zaplanowaniu wyprawy można przy niewielkich nakładach zwiedzić naprawdę kawałek świata. Warto pamiętać przy każdym wyjeździe o uzyskanie europejskiej karty ubezpieczenia zdrowotnego z NFZ lub wykupienie pakietu ubezpieczenia na czas trwania wyprawy.

Przykładowe koszty naszych wypraw

NORWEGIA
dojazd samochodem do portu i z powrotem ok. 1900km - ok.500zł (gaz)
prom w dwie strony - 1000zł (niestety drogo)
kampingi x6 - ok.400zł
jedzenie kupowane w marketach - około 50zł na dzień dla 2 osób, ale każdy ma indywidualne zapotrzebowanie. W Norwegii kupowaliśmy przede wszystkim pieczywo, mleko, dżemy, owoce, pomidory (zero piwa - najtańsze 12zł). Ceny X2 w porównaniu do Polski, oprócz dżemów, które są w Norwegii tańsze. Puszki oraz jedzenie pakowane typu sery i wędliny mieliśmy z Polski.
Koszt całej wyprawy wyniósł około 3000zł/2 osoby w 14 dni

KORSYKA
dojazd samochodem do portu i z powrotem ok. 3000km - ok.750zł (gaz), autostrady płatne - 350zł
prom w dwie strony - 270zł
kampingi x13 - ok.800zł
dodatkowe ubezpieczenie (oprócz kart NFZ) - 100zł
jedzenie kupowane w marketach - około 700zł reszta j/w + piwo, sery, wędliny (sery pyszne), raz pozwoliliśmy sobie na pizzę w restauracji.
Koszt całej wyprawy wyniósł 2970zł/2 osoby w 14 dni

AUSTRIA 2007
dojazd niemieckim pociągiem do Fussen - ok.200zł
kampingi x2 - ok.100zł
jedzenie kupowane w marketach - około 500zł
pociągi z Czech do Polski - ok. 100zł
Koszt całej wyprawy wyniósł ok.900zł/2 osoby w 12 dni

RUMUNIA
dojazd samochodem do Baia Mare i z powrotem ok. 2000km - ok.500zł (gaz)
noclegi (3x pensjonaty+1x namiot - 280zł
jedzenie+inne - około 800zł
Koszt całej wyprawy wyniósł 1580zł/2 osoby w 12 dni

GRUZJA
lot -2311zł
pociągi,marszrutka,wycieczka uazem - 470zł
noclegi płatne - 350zł
wyżywienie w Gruzji + inne wydatki - 1200zł
ubezpieczenie - 230zł
paliwo - gaz do auta (dojazd z Z.G.na lotnisko w Warszawie i powrót) - 230zł
Razem: 4791zł/2 osoby

Dojazd do miejsca startu

W zależności do jakiego kraju się udajemy nasz dojazd jest różny. Do krajów ościennych z reguły nasz pkp.

Niemcy:

Do krajów ościennych Niemiec - koleje niemieckie. Niezawodne, punktualne i niedrogie. Dojazd planujemy zawsze w weekend, gdyż można wtedy skorzystać z tzw. biletu wohenende ticket tj. biletu zniżkowego w cenie 38 euro, ważnego dla grupy 1-5osób ( w tym 2 osoby dorosłe ). Obowiązuje od godz.0.00 w sobotę do niedzieli 3.00 rano oraz kolejny bilet od godz.0.00 w niedzielę do poniedziałku 3.00 nad ranem. Na rower obowiązuje osobny bilet na każdą sztukę w cenie 4,5 euro. Bilety można kupić u konduktora w pociągu lub w automacie na stacji, w kasie nieznacznie jest on droższy.Bilet należy podpisać nazwiskiem. Połączenia idealnie można wybrać na stronie niemieckich kolei (www.bahn.de). Po zmianie języka na Polski,wszystkie informacje automatycznie są przedstawione w naszym języku. Przesiadki nie sprawiają większego problemu. Pociągi mają specjalne wagony do przewozu rowerów. Można nimi dojechać przez całe Niemcy począwszy od samej granicy polsko-niemieckiej do najdalszych zakątków Niemiec, z których już blisko aby dostać się do Szwajcarii, Francji, Holandii, Austrii, Danii czy pokonując ok. 90km rowerem przez Austrię do Włoch.

Czechy:

Na naszych wyprawach korzystaliśmy również z kolei czeskich. Połączenia można znaleźć na stronie czeskich kolei (www.cd.cz/spojeni). W języku czeskim pociąg to vlak, bilet to jizdenka a dworzec kolejowy - żelezna stanica. Przy dwóch osobach podróżujących warto wspomnieć przy zakupie biletów o zniżce grupowej (spleva pro skupiny).

Inne:

Oprócz połączeń kolejowych korzystamy z dojazdu samochodem (wyprawa do Rumunii, Norwegii i Korsyki) oraz promem (Korsyka i Norwegia). Bilety na prom im szybciej kupimy tym będą one tańsze. Dostępne w Polsce przez internet na wszystkie połączenia promowe www.promy.retravel.pl

Samolot:

Najszybsza forma dotarcia do miejsca startu. Do tej pory lecieliśmy na wyprawę do Gruzji ( z przesiadką w Rydze), oraz do Turcji. Jak się okazało nie taki diabeł straszny. Mieliśmy wiele obaw przed pierwszym lotem związanych z zapakowaniem roweru, odprawą, zabezpieczeniem roweru itp. Teraz możemy śmiało powiedzieć, że nie jest to takie trudne. Ważne, aby przed lotem przeczytać regulamin przewoźnika w sprawie przewozu i przygotowania rowerów do lotu (każda linia lotnicza ma własne wymogi). Zabezpieczyć maksymalnie wrażliwe części roweru i ... w drogę:)

Noclegi

Nocleg na dziko
W wielu krajach jest to możliwe, tak jak w Rumunii czy Norwegii. Miejsce do spania na dziko staramy się wybierać w miejscu przede wszystkim niewidocznym. Najczęściej są to zarośla, stanowiska pomiędzy krzakami, niskimi drzewami. Tereny z których raczej wynika, że nie są to tereny prywatne. O ile jest to możliwe w miejscu, przez które nie prowadzi żadna wydreptana ścieżka, z dala od domów. Z reguły wyszukujemy miejsca z bezpośrednim dostępem do wody. Najlepiej jak są to górskie źródełka (im bliżej źródła tym lepiej) jeziora, rzeki czy też stawy. Zazwyczaj wodę do picia mamy zawsze ze sobą więc najważniejszy jest dostęp do wody po to aby po prostu się umyć. Z uwagi na to, że pogoda w górach bywa zmienna i pomimo bezchmurnego wieczoru w nocy może nagle zacząć padać deszcz, podłoże pod namiotem nie powinno mieć zagłębienia w terenie. Dobrze jest aby zdecydować się na miejsce jak jest jeszcze na tyle jasno aby oglądnąć teren wokoło. Obejrzeć czy np. nie ma w tym miejscu śladów bytności zwierząt ( dotyczy to głównie miejsc przy strumieniach i potokach ) co w konsekwencji uchroni nas od wizyt nocnych gości a przysporzy o palpitacje serca, lub czy nie rozbijamy namiotu np. na drodze prowadzącej do mrowiska. Z reguły znajdujemy miejsce jak jest jeszcze dość jasno, gdzieś w pobliżu robimy sobie kolację a dopiero jak się ściemnia ustawiamy namiot. Najważniejsze jest to aby zostawić to miejsce w takim stanie w jakim go zastaliśmy. Wszystkie śmieci zabieramy ze sobą. Nie rozpalamy ogniska z uwagi na to, że ogień mógłby zdradzić naszą obecność a nam zależy na spokojnej nocy. Plusy noclegu na dziko to cisza i spokój. Minusy- brak ciepłego natrysku, odrobina adrenaliny z uwagi na to, że jednak istnieje możliwość niezapowiedzianej wizyty.

Nocleg na tzw." gospodarza"
Bardzo dobry i sprawdzony przez nas sposób. Z reguły ten rodzaj noclegu nie stanowi większego problemu. W każdym kraju w którym byliśmy i praktykowaliśmy taki sposób noclegu po prostu - wypalił. Wystarczy trochę odwagi aby zapytać czy jest możliwość rozbicia namiotu na jedną noc na terenie należącym do osoby u której chcielibyśmy skorzystać z gościnności. Wybieramy takie miejsca, które rzeczywiście się do tego nadają np. przy domu znajduje się duży sad lub teren ogrodzony, z obserwacji którego wynika, że postawienie namiotu i nasza obecność nie zaburzy prywatności gospodarza. Ważne aby zachowywać się cicho, nie śmiecić i oczywiście z samego rana jak najszybciej opuścić miejsce dziękując za gościnę. Wnioski: ludzie u których w ten sposób nocowaliśmy nie tylko, że pozwalali na rozbicie namiotu to jeszcze na dodatek zapraszali do własnego domu, częstowali kolacją, proponowali nocleg we własnym domu. Dzięki temu mieliśmy okazję poznać wielu życzliwych ludzi,. Z tego miejsca wszystkich pozdrawiamy i dziękujemy. Ten sposób noclegu w zasadzie posiada same plusy. Spokój i cisza to raz, bezpieczeństwo to dwa, poznanie innych ludzi - bezcenne.

Nocleg na campingu
O noclegu na campingu nie trzeba wiele pisać. Każdy dobrze wie jak wygląda. Jedyne na co ważne aby zwrócić uwagę to aby po 22 zachować ciszę i pozwolić innym spokojnie spać. Plusy - ciepły natrysk, bezpieczeństwo. Minusy - często jest to hałas i niejednokrotnie dość wysoka cena (kraje zachodnie). Cóż - coś za coś.

O wyborze noclegu decydują różne okoliczności. Najwygodniejszym noclegiem są oczywiście noclegi w pensjonatach bo i z takich również korzystaliśmy, jednak najczęściej są to noclegi pod namiotem. Tylko dzięki spaniu na dziko możemy obserwować w jaki sposób "las" budzi się do życia, jak wygląda wschód słońca wysoko w górach, co robi sowa w nocy... Wybór noclegu zależy od miejsca w którym się znajdujemy, w jakim kraju jesteśmy, od ukształtowania terenu, finansów jakie posiadamy oraz od chęci przeżycia przygody.

Jazda podczas deszczu

Już sam tytuł nie sprzyja do jazdy a cóż mówić dalej. A jednak... Nie zawsze słońce świeci i jest tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Gdy pada zmieniamy naszą garderobę i nie pozostaje nam nic innego jak ruszać dalej przed siebie. Próbowaliśmy różnych metod aby po całodziennej jeździe w deszczu wyjść z tego w miarę "suchą stopą". Przerobiliśmy: peleryny przeciwdeszczowe, kurtki ortalionowe oraz te z odpowiednimi powłokami. I nic. Każda z tych metod okazywała się fiaskiem. Peleryna niewygodna, kurtki nawet te o podwyższonych parametrach i powłokach po prostu po całym dniu ulewy też nie "dały rady".W rezultacie jazda kończyła się przemoczonym ubraniem i obuwiem oraz mokrymi skarpetkami. Postanowiliśmy coś na to poradzić. Po wielu próbach od kilku wypraw stosujemy zwykłe chińskie komplety przeciwdeszczowe (zakupione w sklepie ogrodniczym lub wędkarskim w cenie ok.30zł ). Lekkie, tanie, gdy się porwą kupujemy nowe. Kolejnym patentem jest to, że komplet kupuję o dwa rozmiary większy. Umożliwia to wykonywać swobodne ruchy oraz nałożyć bluzę polarową pod spód. Dzięki temu, że jest on większy od normalnego mojego rozmiaru, przestrzeń powietrzna pomiędzy nim a bluzą uskutecznia wentylację ,co w przypadku tkaniny przeciwdeszczowej jest po prostu niemożliwe do osiągnięcia. Długość rękawów jest bardzo istotna. Gdy są za długie można zawsze podwinąć a w momencie intensywnych opadów można je odwijać chroniąc dłonie. (jest to możliwe przy naprawdę dużo za długich rękawach) .Bardzo dobrze się to sprawdza gdy oprócz deszczu borykamy się z zimnem. (tkanina nie przepuszcza wiatru). Pod kaptur aby zapobiec jego spadaniu w czasie jazdy nakładamy czapeczki z daszkiem, dzięki którym deszcz nie pada nam na twarz. Sprawdziło się mocowanie kaptura do daszka czapeczki za pomocą małych turystycznych klamerek lub zwykłych plastikowych żabek do firanek. Następna ważna rzecz to długość nogawek spodni. To, że są za długie jest ich wielką zaletą. Dzięki temu przy pedałowaniu i zginaniu kolan, nogawka pomimo podsuwania się do góry i tak zakrywa cały but, a tym samym woda spływa na zewnątrz a nie do środka obuwia. Może nie jest to interesujący widok w tym stroju po zejściu z roweru ale skutecznie chroni nas przed deszczem. Do ochrony adidasów (po wielu różnych próbach i stosowaniu własnej produkcji nakładek ochronnych) powróciliśmy do sprawdzonych reklamówek, których mamy ze sobą pod dostatkiem (szybka zmiana na nowe w momencie gdy się podrą).

Namiot

Na pierwszych wyprawach spaliśmy pod namiotem bliżej mi nieznanej nazwy, produkcji ChRL. Namiot był duży 3 osobowy z tendencją do wielkości namiotu 4 osobowego. Z powodzeniem mieściły się w nim nasze dwa rowery trekkingowe, 10 sakw i na dodatek było dużo miejsca na swobodne gotowanie i natrysk w przedpokoju. Jedyny minus to dość duże gabaryty oraz krótsza żywotność od obecnie posiadanego. Drugim namiotem był namiot 2 osobowy w kolorze moro. Był to namiot "marketowy" i po ulewie , która spotkała nas pod Hochtorem zaczął przemakać i rozłazić się na szwach. Rowery trzymaliśmy wówczas na zewnątrz namiotu, przykryte zieloną folią. Na tamte warunki było to dobre rozwiązanie jednak z uwagi na małą kubaturę wewnątrz namiotu szukaliśmy innego rozwiązania. Obecnie posiadamy namiot Fjord Nansen Korsyka III. Jesteśmy po drugim roku jego użytkowania. Przetrwał wyprawę po Korsyce i Norwegii (na marginesie dziwny zbieg okoliczności nazwy namiotu i krajów w których w jednym roku byliśmy). Namiot sprawdził się pod każdym względem. Dodatkowym jego atutem jest jego ciemny zielony kolor idealnie współgrający z kolorem drzew i krzaków. Rowery częściowo mieszczą się wewnątrz przedsionka a resztę,która wystaje poza niego (kierownica i część przednich kół) przykrywamy zieloną folią. W środku znajduje się miejsce na sakwy ale i na odpalenie kuchenki aby podczas deszczu móc swobodnie ugotować coś ciepłego. Namiot udało nam się zakupić na wyprzedaży u producenta, który wprowadzając nowe modele często drastycznie obniża ceny wyprzedając starsze ich odpowiedniki (różnica polega na wprowadzeniu materiałów o wyższym stopniu nieprzemakalności - wielkość i model bez zmian).

Kuchenka

Od początku naszych wypraw używamy kuchenki gazowej na naboje przebijane. Kupiona w sklepie Lidl, dostępna również na allegro. Kartusze w niskiej cenie, praktycznie dostępne we wszystkich krajach. Jeden nabój wystarcza nam na ok 4-5 dni. Z reguły zabieramy 3 sztuki na jeden dwutygodniowy wyjazd. Podczas zakupów w większych marketach (np. Casino) na Korsyce były dostępne w cenie podobnej do naszej - niecałe 2 euro. Widzieliśmy również te naboje w sklepie sportowym w Norwegii (sklep przy wejściu na prom w Sand). Kuchenka tania (ok 35zł) i niezawodna, podobnie jak naboje (4-5zł). Ogólnie-jesteśmy z niej bardzo zadowoleni.

Mapy

Polska

Gdy zaczynaliśmy naszą przygodę jeździliśmy głównie po Polsce. Mapy turystyczne w dobrej skali kupowaliśmy w empiku, na allegro, ewentualnie korzystaliśmy z różnych stron internetowych, gdzie były dostępne mapy poszczególnych gmin czy okolic nas interesujących. Warto też skonsultować mapy papierowe z mapami ze strony mapa.szukacz.pl

Austria

Po skontaktowaniu się poprzez e-mail z z austriackim ośrodkiem informacji turystycznej www.austria.info.pl na adres domowy otrzymaliśmy dużą ilość darmowych map, niezbędnych do naszej podróży. Mapy typowo rowerowe z zaznaczonymi ścieżkami rowerowymi, a także mapę campingów.

Rumunia

Dokładne mapy Rumunii z podziałem na poszczególne rejony zamówiliśmy na stronie księgarni podróżniczej www.bezdroza.pl

Norwegia

Mapy papierowe są dostępne ale w dość dużej skali. Warto je skonsultować z bardzo dokładnymi mapami, które można znaleźć na stronie www.1881.no/Map/ www.openstreetmap.org http://kart.kartiskolen.no/adaptive2/default.aspx?gui=1&lang=2 a następnie kliknąć na mapę, a także www.maps.google.com

Korsyka

www.maps.google.com a także z innych dostępnych w internecie opisów wypraw i map oraz http://www.viamichelin.pl/web/Mapy-plany Mapa Korsyki z reguły jest dostępna w wersji papierowej jako część mapy Francji.

Czechy

Oprócz zwykłych papierowych map, bardzo dobre mapy dostępne są na serwerze www.cykloserver.cz./cykloatlas/ to świetna stronka z zaznaczonymi trasami rowerowymi

Słowacja

zwykła mapa w wydaniu papierowym zakupiona w empiku

Dobre strony z mapami wszystkich państw, które są dobrym uzupełnieniem map w wydaniach papierowych

http://www.viamichelin.pl/web/Mapy-plany oraz http://www.openstreetmap.org/ lub http://maps.google.pl/

Języki obce

Aby wyruszyć na wyprawę nie trzeba być poliglotą. Z uwagi na podstawową znajomość języka angielskiego, pozostałości ze szkoły w postaci porozumiewania się w języku rosyjskim i niewielki zakres wiedzy z języka niemieckiego, bez trudu można poradzić sobie na takiej wyprawie. Zasada jest jedna i sprawdzona. Wymaga trochę zabiegu z naszej strony. Wystarczy opanować kilka podstawowych zwrotów w języku kraju do jakie się udajemy a wtedy tzw."pierwsze lody" zostają przełamane. Widząc nasze starania w borykaniu się z językiem, "miejscowi" odbierają to z reguły pozytywnie. Do "podszlifowania" zwrotów warto zaopatrzyć się w rozmówki i wcześniej przed wyjazdem przygotować kilka najważniejszych zdań. Metoda z powodzeniem sprawdziła się w Rumunii i na Korsyce. Jedynie z językiem norweskim mieliśmy nie lada problem, jednak na szczęście Norwegowie płynnie mówią w języku w angielskim, co znacznie ułatwiło nam kontakt. Czasami korzystamy również z translatora google, dzięki któremu tłumaczymy poszczególne słowa w różnych językach. I tu w tym miejscu przypomina mi się sytuacja z Czech, gdy zamiast konserwy mięsnej kupiłam "rajcovy pretlok", która w konsekwencji okazała się "przecierem pomidorowym".

Kilka podstawowych słów w różnych językach, które bardzo przydały nam się podczas wypraw.

Słowniczek